Zawiesiłem zupę w barze. Dobrze mi z tym

Ciężko się nie zgodzić. I nie wziąć przykładu.

Zniekształcenie poznawcze

Feed me

A post shared by Piotr Gnyp (@toread) on

Rzadko zdarza się, żeby w barze mlecznym ktoś śmierdział, ale czasami się trafia. Tak to jest, jak w jednym miejscu spotyka się cały przekrój społeczny III RP – od bezdomnego w łachmanach, przez niższe i wyższe klasy średnie aż do hipstera, którego od bezdomnego często odróżnia tylko zapach.

Lubię te miejsca. Niby wszystkie są takie same, a jednak każde ma swój specyficzny klimat. Obsługa może nam zafundować pełne spektrum stanów emocjonalnych, z misiowym “jem przecież” włącznie, wystrój może być zarówno nowoczesny, jak i rodem z wczesnego Gierka. Ale jedzenie jest zawsze dobre. I tanie.

I ludzie są tam naprawdę głodni.

Piszę o tym, bo przypomniał mi się znowu idiotyczny pomysł na “kawę zawieszoną”. W miejscu, gdzie ludzie pytają się, czy mogą dokończyć po dziecku ziemniaki i starają się załatwić głodnemu koledze talerz zupy u kierowniczki, można w pełni docenić…

View original post 120 more words

Advertisements

“Clementine to zapamięta”: strategie kształtowania zaangażowania emocjonalnego w grach „The Walking Dead” i „The Wolf Among Us”

Jakiś czas temu pisałem o “The Wolf Among Us”. W poniższej notce autorka zajmująco opowiada nie tylko o samej grze, ale również o mechanizmach psychologicznych, które graniu w nią towarzyszą. Warto!

Altergranie

Poniższy tekst jest lekko rozbudowaną i podrasowaną formą zapisu prelekcji, którą wygłosiłam podczas konferencji “Grasz?” w ramach festiwalu Ars Independent 2014. Spoilery? Są, ale raczej niewielkie,

Para obserwujących oczu. Na plakacie albo na zdjęciu. Czasem tylko tyle trzeba, by ludzie “przypomnieli sobie”, jak należy postępować.

Liczneeksperymentynaukowe udowodniły, że umieszczenie takiego obrazu w miejscu publicznym wystarczy, by zmniejszył się odsetek osób, które śmiecą, zaczepiają, kradną i dopuszczają się innych społecznie nieakceptowalnych zachowań. Taka zewnętrzna regulacja moralności, choć może budzić kontrowersje, jest możliwa dzięki neurologicznej architekturze naszego mózgu, który w procesie ewolucji dostosował się do wrogiego środowiska. Automatyczne i szybkie wykrycie cudzego wzroku pomagało naszym przodkom zorientować się, że obserwuje ich ludzki czy zwierzęcy przeciwnik, po czym odpowiednio zadziałać. Na dalszym etapie ewolucji umiejętność oceny wyrazu twarzy patrzącego na nas człowieka – w czym znaczną rolę odgrywają przecież oczy – była gwarantem powodzenia w społecznych interakcjach.

Plakat wykorzystany w eksperymencie opisanym w artykule ‘Cycle Thieves…

View original post 2,025 more words

Czy stracimy tylko pracę, czy może coś więcej

Jakiś czas temu Toread zamieścił na swoim blogu bardzo interesującą notkę. Nie jest to zresztą nowość, co można łatwo sprawdzić, poprzez lekturę. W każdym razie notka, oraz komentarze pod nią, dały mi do myślenia. Sporo czasu to trwało, ale postanowiłem się wreszcie podzielić efektami tych dni, czy też tygodni, w których temat do mnie powracał.

Tutaj uwaga: dalsze czytanie nie ma sensu, bez zapoznania się z tym, co napisał Toread.

Zgadzam się – nie widzę żadnego sensownego rozwiązania poza koncepcją bezwarunkowego dochodu podstawowego. Nie potrafię sobie wyobrazić innego modelu, w którym powszechny jest brak pracy. Nie ze względu na inne uwarunkowania, ale właśnie przez wyeliminowanie z większości (o ile nie wszystkich) procesów produkcyjnych (również dóbr, nazwijmy je, niematerialnych, kulturowych) człowieka. Ogniwa najbardziej zawodnego. Choroby, brak motywacji, problemy osobiste, powodów, dla których może spaść nasza wartość w kontekście ekonomicznym. Wierzę, że to bardzo prawdopodobny scenariusz.

Powiem szczerze, że właśnie całkowicie nie przemawia do mnie wizja Vonneguta, którą przywołuje Sly w komentarzu. Jestem większym pesymistą. Mam wrażenie, że ludzie nie chcą być sprawczy. Ile osób interesuje się polityką i gospodarką? Nie skandalami, ale głębiej, jako dziedzinami, które w ogromnym stopniu wpływają na nasze życie i naszą przyszłość? Ile osób coraz częściej rezygnuje z udziału w wyborach? Nawet nie idą oddać głos nieważny, w ramach protestu, ale nie idą wcale. Czy to nie jest wycofanie się ze swojej funkcji jako władzy, jako tego, kto mówi “sprawdzam”? Oczywiście, piszę wyłącznie o sytuacji w Polsce, ponieważ tę znam. Ale to nie jest przecież jakiś odosobniony trend, niespotykany nigdzie indziej na świecie. Ludzie chcą wygodnego życia.

Wizja bezwarunkowego dochodu podstawowego to – w mojej ocenie – spełnienie snów socjalistów. Maszyny pracują, ludzie korzystają z plonów. Nie sądzę też by brak pracy miał być w takiej sytuacji czymś przerażającym, by miało tego komuś bardzo brakować. Dla wielu osób nie będzie. Sam takie miałem okazję poznać, widziałem też w telewizji. Do tej pory pamiętam pewnego mężczyznę, który w telewizji oznajmił bez żenady, że jest bezrobotny, bo za mniej niż 3000 PLN na rękę miesięcznie do pracy nie pójdzie. Tyle ma jak sobie podliczył różne ulgi, zasiłki, zapomogi. Także po co ma pracować? Tylko na jego ulgi, zasiłki i zapomogi, pracować musi ktoś inny. Ale czy takim osobom będzie przeszkadzać czy robię to ja, czy maszyna?

Z panią ekspedientką miło jest porozmawiać, to prawda. Ale nie zmienia to faktu, że udział zakupów przez internet rośnie. Tam nawet nie rozmawiamy z mechaniczną kukłą o wyglądzie człowieka. Nie potrzebujemy jej. Zakupy przez internet – z dowozem – są szybkie, wygodne, łatwe.

Dlatego nie sądzę, żeby była wiosna ludów. Będzie samozadowolenie. Może skrócimy najpierw dzień pracy? Może wydłużymy weekend o jeden dzień? Nie będzie rewolucji z naszej strony, bo i zmiany nie nastąpią w jednej chwili, z głośnym hukiem. Niektóre branże będą się zmieniać szybciej, inne wolniej. Będą sektory, w które będzie można uciec. A potem okaże się może, że właściwie nie ma po co uciekać, bo nie pracujesz, a dostajesz sensowne pieniądze. Za to, że spędzasz czas z rodziną.

Mnie w tym wszystkim przerażają dwie rzeczy. Pierwsza dotyczy drogi do tego modelu ekonomiczno-społecznego. Mianowicie osoby u władzy mają takie wizje za czystą fantastykę, która się nigdy nie ziści. A teraz jest ten moment, w którym należy myśleć, działać, szukać rozwiązań. Inaczej faktycznie przyjdzie rewolucja, ale przez to, że nie zapewnimy przywoływanego bezwarunkowego dochodu podstawowego. Tymczasem mam poczucie, że nas, którzy tutaj o tym dyskutujemy, uważa się za równie wiarygodnych partnerów do rozmowy czy choćby wysłuchania, jak goście paradujący w czapeczkach z folii aluminiowej.

Druga sprawa to to, co nastąpi po osiągnięciu tego świata. Niech faktycznie zapanuje dobrobyt, a maszyny pracują na nasze szczęście. Czy kogoś będzie wtedy interesował rozwój? Obawiam się, że byłby to świat stagnacji. Po co się rozwijać, skoro jest nam wystarczająco dobrze. Ludzkość popadłaby w marazm. Zmiany generują braki, lęki. Lęk przed śmiercią i zapomnieniem sprawia, że chcemy tworzyć, coś po sobie zostawić. Braki dóbr w systemie społecznym generują pomysły rozwiązania problemów. Czy będą pojawiać się wizjonerzy? Oczywiście. Zawsze muszą. Społeczności nigdy nie są całkowicie jednolite, homogeniczne. Pytanie znacznie ważniejsze w moim odczuciu, to: czy zdołają kogoś za sobą porwać?

Tylko jaka inna droga nam pozostaje? Jaki mamy wybór w tym momencie, dzisiaj? Popadnięcie w stagnację już teraz? Jihad Butleriańska? Nie wiem.

Dzięki za posta, Toread, i za Twoją odpowiedź, Sly. Dały mi sporo do myślenia, jak zaznaczyłem na początku. I chyba wrócę do “Cruxa”, którego odłożyłem jakiś czas temu…

EDIT: poprawiłem literówkę, która weszła mi w oczy i wstyd mi za nią było niemiłosiernie plus w jednym miejscu wprowadziłem poprawne słowo (kulturowe zamiast kulturalne, bo to o to chodziło…).

Movie Guide Dog

Click here for the English version

mgd

Widzieliście film “Tylko kochankowie przeżyją”? Albo “Grand Budapest Hotel”? Może “Locke”? Albo coś starszego: “Siedem”? “Incepcję”? “Żywot Briana”? Podobał się Wam “Forrest Gump”? “Szeregowiec Ryan”, “Zapach kobiety”, “Księżyc”, “Wszyscy mają się dobrze”, “Last Vegas”, “Uśpieni”, “Diabeł ubiera się u Prady”… Mógłbym tak długo wymieniać z jednego prostego powodu: ta lista nie ma końca. W chwili pisania tej notki na stronie IMDb jest 2,862,851 tytułów. Filmy dokumentalne. Fabularne. Niskobudżetowe, niezależne, megaprodukcje. Seriale. Ocean obrazów. Historie prawdziwe i opowieści fantastyczne. To wszystko jest dla nas na wyciągnięcie ręki. I z chęcią korzystamy. Dlatego – pomimo popularności serwisów pokroju Kinomaniaka – multipleksy (choć już nie kina studyjne, niestety, ale to temat na osobną notkę) mocno się trzymają. Przemawiają za tym Netflix, HBO. Yahoo, Microsoft i Amazon też przecież nie wchodzą do gry o widza bezpodstawnie. A to wszystko dostępne dla każdego. Tylko czy na pewno?

W Polsce żyje 145 000 osób niewidomych oraz 700 000 niedowidzących. W sumie to już całkiem blisko miliona. Te osoby nie mogą cieszyć się oglądaniem filmów. Ale można to zmienić. Może być w to ciężko uwierzyć, ale właśnie tak jest. Potrzeba tylko odpowiednich narzędzi. Jak zawsze. Niestety, w polskich kinach na próżno można by szukać podobnych udogodnień. Ale takim narzędziem może być aplikacja na smartfony Movie Guide Dog. Dowiedziałem się o niej od znajomego, trafiłem na stronę projektu na wspieram.to i… Wsparłem. Przyznaję, że wspieram.to mnie nie przekonuje (bez wdawania się w szczegóły), jednak jako zwolennik crowdfundingu spróbowałem (z powodzeniem) rozdzielić projekt i platformę, na której się pojawił. W efekcie założyłem konto specjalnie dla Movie Guide Dog, do czego zachęcam i Was. Pięć minut. Tyle czasu potrzeba. Niewiele. Podobnie jak wsparcie finansowe nie musi być ogromne. Sprawa nie jest tania, więc im więcej, tym lepiej. Jednak każda złotówka ma tutaj znaczenie. Nawet najniższa wpłata jest lepsza niż żadna.

Jak wiele nauczyłeś się z filmów dokumentalnych? Ile dowiedziałeś się o świecie oraz o sobie samym? Z iloma się nie zgadzałeś? Ile zmusiło Cię do myślenia i do zmiany stanowiska? Jak wiele wzruszeń przeżyłeś oglądając dramat? Ile razy przymykałeś oczy, gdy horror stawał się nie do zniesienia? Ile niesamowitych wizji science fiction zaparło Ci dech w piersiach?

Pozwólmy innym cieszyć się tym samym szczęściem. Nie, nie “pozwólmy”. Pomóżmy innym cieszyć się tym samym szczęściem. Niektórzy mogą nie dowierzać, że możliwe jest odczuwanie takich emocji, gdy nie można czegoś obejrzeć. Cóż, wystarczy chyba przypomnieć sobie panikę w Stanach Zjednoczonych, która wybuchła po audycji “Wojna światów” Orsona Wellesa. Albo posłuchać muzyki. Przecież to wyobraźnia jest w tym wszystkim najważniejsza. Użyjmy jej więc i dołóżmy się do tego projektu.

 

mgd Have you seen the movie “Only lovers left alive”? Or “The Grand Budapest Hotel”? Maybe “Locke”? Or something a little more seasoned: “Se7en”? “Inception”? “Life of Brian”? Did you enjoy “Forrest Gump”? “Saving Private Ryan”, “Scent of a Woman”, “Moon”, “Everybody’s Fine”, “Last Vegas”, “Sleepers”, “The Devil Wears Prada”… I could go on for a long time, for one simple reason: this is never ending list. Right now, when I’m writing this post, there is 2,862,851 titles on IMDb. Documentaries. Movies. Low-budget, indie, megaproductions. TV series. Ocean of pictures. True stories and tales of fantasies. They’re all within our reach. And we like to enjoy this fact. That’s why – despite the increasing popularity of pirate streaming sites – multiplexes are staying strong. Netflix, HBO – they back my opinion. Yahoo, Microsoft and Amazon have a reason to jump into the fight for viewers. And all of this available for everyone. Or maybe not?

In Poland there’s 145 000 visually impaired and 700 000 partially sighted people. Altogether that’s almost a million. These people can’t enjoy watching films. But it can change. It might be hard to believe, but that’s the way it is. They only need right tools. As always. Unfortunately, in Polish cinemas you could be looking for such facilities for a long time. However there could “be an app for that”. Movie Guide Dog App, for smartphones. I’ve heard of it from a friend of mine. I went to project website on wspieram.to (no worries, there’s English version as well) and… I supported it. I admit that I’m not a big fan of wspieram.to itself (without going further into details), but as a crowdfunding supporter I tried to put apart the project itself and the funding platform. In the end I created account just for Movie Guide Dog, what I strongly encourage you to do as well. Five minutes, that’s all it takes. Not that much, right? Just like your financial support doesn’t have to be high. The app ain’t cheap, so the more, the better. However every help counts. Even the lowest tier is better than none.

How much have you learned from documentaries? How much have you found out about yourself and the world around you? How often you disagreed? How many times you were forced to rethink your position? How many times have you been touched by drama? You closed your eyes, when horror was impossible to bear? How many amazing sci-fi visions took your breath away?

Let’s help others enjoy the same happiness. Some people might not believe that it is possible to feel such deep emotions, if you can’t watch the movie. Well, just remember the panic that spread through US after Orson Welles’ “War of the Worlds”. Or listen to the music. Imagination is the most important thing here, after all. So let’s use it and give a few PLNs.

 

It’s already 2013, I guess I should write something…

I recently realized, that it’s already almost three months since I posted anything. There’s been a lot going on, but I hope to finally get back.I started writing a note about Milo Greene those three months ago, so hopefully I’ll finish it and upload soon. Thanks for your patience, to all of you, who come back and check if there’s something new.

Probably it might be a good idea to post some kind of “best of 2012”. Just, you know, to post something. But I’m not going to do this. I’m sure you have already seen enough of summaries and most of them are pretty much the same. So there’s just this post to wish you all a Happy New Year (yeah, I know, I really know I’m two weeks late)!

It’s, oh, so quiet…

I’m really sorry for being so quiet lately. I’m in the middle of moving, getting everything done in new apartment and I’m a little bit overwhelmed by the number of things I have to look into right now. But as Arnie said: I’ll be back. Promise! Hope to post another review this week, so…STAY TUNED!

Ostro i bez zahamowań, czyli seks po polsku.

“Seks polski jest dziki. Dziki i nieokiełznany. Pełen namiętności oraz gwałtowności, łączący w sobie wschodnią żywiołowość i otwartość z zachodnim wyważeniem i dyskrecją. I właśnie ze względu na tę dyskrecję, gdy spojrzeć na niego nie ukradkiem, a WPROST… Wydawać się może szary i nieatrakcyjny. Jednak seks polski jest też jak sowa: nie jest tym, czym wydaje się być.”

Tych kilka zdań napisanych przeze mnie w konkursie “WPROST” sprawiło, że na koszt tego tytułu wybraliśmy się wczoraj z Agnieszką do Buffo, na występ Rafała Rutkowskiego. I jaki w końcu był cały ten “Seks polski”?

Otóż tym razem dokładnie taki, jakim wydawał się być.

Plakaty dość wiernie oddają to, co można zobaczyć na scenie. Jest zatem bez martyrologii, bez zadęcia, za to z dystansem do siebie. Jest śmiech, ale i pokazywanie, że Polska to nie tylko cierpienia kolejnych pokoleń. Próba pokazania, że nie musimy cały czas posypywać głowy popiołem i palić zniczy. Możemy też się śmiać, bawić.

Rafał Rutkowski naigrawa się ze stereotypów. Poczynając od momentu wejścia, z przywołanym Antoniem Banderas, latynoskim symbolem seksu, aż po zejście ze sceny, gdy szydzi z męskich kompleksów, z których wyrastają narcyzm i egocentryzm Panów.

W trakcie show niejednokrotnie przywoływany jest Smoleńsk, więc osoby uważające, że jest to temat nietykalny powinny unikać występu. Jeśli jednak ktoś uważa, że Kościół, Smoleńsk, komunizm czy homoseksualizm nie stanowią tabu i pora zacząć patrzeć w przyszłość, zamiast wciąż dogłębnie przeżywać porażki z przeszłości – może śmiało iść.

Nie wszystkie żarty były – jak dla mnie – trafione. Ale zdziwiłbym się, gdyby przez półtorej godziny występu bawiło mnie każde wypowiedziane zdanie. Jednak takie momenty, jak piosenki na podryw, sprawiły, że z teatru wyszedłem całkowicie usatysfakcjonowany. Rafał Rutkowski daje popis odwagi (i ekshibicjonizmu) poruszając drażliwe tematy. Czy na pewno robi to ze smakiem? A czy plakat przypadkiem nie odpowiada na to pytanie?

Oh, these little earthquakes…

Wczoraj.
Wczoraj był jeden z najpiękniejszych wieczorów mojego życia. Brakuje mi słów, które mogłyby oddać co się ze mną działo, co się ze mną nadal dzieje. Już początek był znakomity. Naturalnie, nie sądziłem, że artystka tego kalibru mogłaby mieć niezadowalający support, ale to co zaprezentował pan Foy Vance przerosło moje oczekiwania. Mógłby spokojnie przyjechać i zagrać koncert jako gwiazda wieczoru. Natychmiast po jego występie poszedłem kupić album. Dobrze wydane pieniądze, choć przyznaję – na żywo brzmi lepiej. Ale z tego chyba ciężko uczynić zarzut, raczej wręcz przeciwnie…
Wracając do tego, co działo się wczoraj. Po (zdecydowanie zbyt długiej) przerwie wyszła Ona. Ruda.
Tori.
Wyszła i nie pozostawiła żadnych wątpliwości, że wszyscy zgromadzeni należą do niej. Gdy zaczęło się “Give” łzy stanęły mi w oczach. Nie rozpłakałem się. Jeszcze nie. Ale początek sprawił, że natychmiast zmiękły mi kolana. Później… Później było tylko coraz piękniej. Wystarczy zresztą spojrzeć niżej, żeby to dostrzec bez żadnych, jak sądzę, wątpliwości.
Setlista (last.fm sponsorem):
Give
Hotel
Cornflake Girl
Icicle
Concertina
Flavor
Space Dog
Spark
Welcome To England
Girl
Bells For Her
Lizard Lounge :
Graveyard
Upside Down
Gold Dust
(band returns):
Hey Jupiter
Jamaica Inn
Talula
Precious Things
Strong Black Vine
Encore :
Raspberry Swirl
Tear In Your Hand
Bliss
Big Wheel
Przy “Icicle” bez przerwy miałem dreszcze. Jedna fala kończyła przechodzić przez moje ciało i natychmiast czułem następną. I tak cały utwór. “Concertina” dopełniła dzieła. Przy niej, po raz pierwszy tego wieczora, musiałem wycierać oczy. Po raz drugi w czasie “Gold Dust”. “Precious Things”. Wszystko we mnie buzowało. Jak zwykle przy tym utworze. Nie umiem opisać utwór po utworze co się ze mną działo. Mogę tylko stwierdzić, że czułem się wczoraj we właściwym miejscu. Na swoim miejscu. Słuchanie Tori, patrzenie na nią… Wciąż nie doszedłem do siebie. Myślę, że zajmie mi to trochę czasu. Emocje we mnie kipią, mam ściśnięty żołądek. Było warto, tak bardzo było warto. Tylko czemu teraz tak długo przyjdzie czekać na kolejny występ Tori?
Zabrakło mi dwóch piosenek: “Siren” oraz – przede wszystkim – “Purple People”. O tej drugiej wprost marzyłem, to chyba mój ulubiony utwór w repertuarze Pani Amos. Dla jasności – nie narzekam. Przypuszczalnie jak nie zostałaby ta lista ułożona i tak nie byłbym do końca zadowolony. Chyba jednak ciężko mieć do mnie pretensje, podejrzewam, że żadna osoba słuchająca Tori nie mogłaby być całkowicie usatysfakcjonowana. Za dużo utworów, które chce się usłyszeć.
W tym roku jeszcze przede mną kilka koncertów. Gogol Bordello, być może IAMX, być może Placebo, tyle innych po drodze, które warto by było zobaczyć. Ale nie mam złudzeń. Żaden nie będzie mógł się równać z wczorajszym wieczorem. Wczorajszym wieczorem, kiedy to byłem na jednym z dwóch najważniejszych dotychczas koncertów w moim życiu.