Czy stracimy tylko pracę, czy może coś więcej

Jakiś czas temu Toread zamieścił na swoim blogu bardzo interesującą notkę. Nie jest to zresztą nowość, co można łatwo sprawdzić, poprzez lekturę. W każdym razie notka, oraz komentarze pod nią, dały mi do myślenia. Sporo czasu to trwało, ale postanowiłem się wreszcie podzielić efektami tych dni, czy też tygodni, w których temat do mnie powracał.

Tutaj uwaga: dalsze czytanie nie ma sensu, bez zapoznania się z tym, co napisał Toread.

Zgadzam się – nie widzę żadnego sensownego rozwiązania poza koncepcją bezwarunkowego dochodu podstawowego. Nie potrafię sobie wyobrazić innego modelu, w którym powszechny jest brak pracy. Nie ze względu na inne uwarunkowania, ale właśnie przez wyeliminowanie z większości (o ile nie wszystkich) procesów produkcyjnych (również dóbr, nazwijmy je, niematerialnych, kulturowych) człowieka. Ogniwa najbardziej zawodnego. Choroby, brak motywacji, problemy osobiste, powodów, dla których może spaść nasza wartość w kontekście ekonomicznym. Wierzę, że to bardzo prawdopodobny scenariusz.

Powiem szczerze, że właśnie całkowicie nie przemawia do mnie wizja Vonneguta, którą przywołuje Sly w komentarzu. Jestem większym pesymistą. Mam wrażenie, że ludzie nie chcą być sprawczy. Ile osób interesuje się polityką i gospodarką? Nie skandalami, ale głębiej, jako dziedzinami, które w ogromnym stopniu wpływają na nasze życie i naszą przyszłość? Ile osób coraz częściej rezygnuje z udziału w wyborach? Nawet nie idą oddać głos nieważny, w ramach protestu, ale nie idą wcale. Czy to nie jest wycofanie się ze swojej funkcji jako władzy, jako tego, kto mówi “sprawdzam”? Oczywiście, piszę wyłącznie o sytuacji w Polsce, ponieważ tę znam. Ale to nie jest przecież jakiś odosobniony trend, niespotykany nigdzie indziej na świecie. Ludzie chcą wygodnego życia.

Wizja bezwarunkowego dochodu podstawowego to – w mojej ocenie – spełnienie snów socjalistów. Maszyny pracują, ludzie korzystają z plonów. Nie sądzę też by brak pracy miał być w takiej sytuacji czymś przerażającym, by miało tego komuś bardzo brakować. Dla wielu osób nie będzie. Sam takie miałem okazję poznać, widziałem też w telewizji. Do tej pory pamiętam pewnego mężczyznę, który w telewizji oznajmił bez żenady, że jest bezrobotny, bo za mniej niż 3000 PLN na rękę miesięcznie do pracy nie pójdzie. Tyle ma jak sobie podliczył różne ulgi, zasiłki, zapomogi. Także po co ma pracować? Tylko na jego ulgi, zasiłki i zapomogi, pracować musi ktoś inny. Ale czy takim osobom będzie przeszkadzać czy robię to ja, czy maszyna?

Z panią ekspedientką miło jest porozmawiać, to prawda. Ale nie zmienia to faktu, że udział zakupów przez internet rośnie. Tam nawet nie rozmawiamy z mechaniczną kukłą o wyglądzie człowieka. Nie potrzebujemy jej. Zakupy przez internet – z dowozem – są szybkie, wygodne, łatwe.

Dlatego nie sądzę, żeby była wiosna ludów. Będzie samozadowolenie. Może skrócimy najpierw dzień pracy? Może wydłużymy weekend o jeden dzień? Nie będzie rewolucji z naszej strony, bo i zmiany nie nastąpią w jednej chwili, z głośnym hukiem. Niektóre branże będą się zmieniać szybciej, inne wolniej. Będą sektory, w które będzie można uciec. A potem okaże się może, że właściwie nie ma po co uciekać, bo nie pracujesz, a dostajesz sensowne pieniądze. Za to, że spędzasz czas z rodziną.

Mnie w tym wszystkim przerażają dwie rzeczy. Pierwsza dotyczy drogi do tego modelu ekonomiczno-społecznego. Mianowicie osoby u władzy mają takie wizje za czystą fantastykę, która się nigdy nie ziści. A teraz jest ten moment, w którym należy myśleć, działać, szukać rozwiązań. Inaczej faktycznie przyjdzie rewolucja, ale przez to, że nie zapewnimy przywoływanego bezwarunkowego dochodu podstawowego. Tymczasem mam poczucie, że nas, którzy tutaj o tym dyskutujemy, uważa się za równie wiarygodnych partnerów do rozmowy czy choćby wysłuchania, jak goście paradujący w czapeczkach z folii aluminiowej.

Druga sprawa to to, co nastąpi po osiągnięciu tego świata. Niech faktycznie zapanuje dobrobyt, a maszyny pracują na nasze szczęście. Czy kogoś będzie wtedy interesował rozwój? Obawiam się, że byłby to świat stagnacji. Po co się rozwijać, skoro jest nam wystarczająco dobrze. Ludzkość popadłaby w marazm. Zmiany generują braki, lęki. Lęk przed śmiercią i zapomnieniem sprawia, że chcemy tworzyć, coś po sobie zostawić. Braki dóbr w systemie społecznym generują pomysły rozwiązania problemów. Czy będą pojawiać się wizjonerzy? Oczywiście. Zawsze muszą. Społeczności nigdy nie są całkowicie jednolite, homogeniczne. Pytanie znacznie ważniejsze w moim odczuciu, to: czy zdołają kogoś za sobą porwać?

Tylko jaka inna droga nam pozostaje? Jaki mamy wybór w tym momencie, dzisiaj? Popadnięcie w stagnację już teraz? Jihad Butleriańska? Nie wiem.

Dzięki za posta, Toread, i za Twoją odpowiedź, Sly. Dały mi sporo do myślenia, jak zaznaczyłem na początku. I chyba wrócę do “Cruxa”, którego odłożyłem jakiś czas temu…

EDIT: poprawiłem literówkę, która weszła mi w oczy i wstyd mi za nią było niemiłosiernie plus w jednym miejscu wprowadziłem poprawne słowo (kulturowe zamiast kulturalne, bo to o to chodziło…).

Advertisements

3 thoughts on “Czy stracimy tylko pracę, czy może coś więcej

  1. Hej, ale fajnie, że temat nie umarł :)

    Zdecydowanie zgadzam się z tym bardzo trafnym fragmentem „władze mają takie wizje za czystą fantastykę”. A nawet jeśli ktoś zdaje sobie z tego sprawę, to nie będzie się wychylać, bo pewnie żadnych skoków w sondażach wyborczych od tego nie będzie miał.

    Co do Pianoli. Nie wiem czy miałeś okazję ją czytać, ale muszę zaznaczyć, że trochę spłyciłem jej opis, bo wiadomo, że całej książki nie streszczę. U Vonneguta też większość społeczeństwa przez dłuższy czas jest super zadowolona z sytuacji. Dopiero po pewnym czasie pojawia się „wizjoner”, który zaczyna podburzać ten system i przekonywać ludzi do tego, że tracąc pracę, stracili godność. Więc to nie jest też tak, że w Pianoli społeczeństwo jest pracowite i ambitne.

    Również dosyć niejasno wyraziłem się w kwestii „wiosny ludów”. Chodzi mi przede wszystkim o to, że niezwykle problematyczny jest ten moment przełomu. W sensie – kiedy wprowadzić ten bezwarunkowy dochód? W którym momencie? Za wcześnie się nie sprawdzi, za późno może doprowadzić właśnie do masowych protestów. Bo dochodu jeszcze nie będzie, ale mnóstwo ludzi już straci pracę. I tutaj wracamy do polityków, którzy na pewno zareagują za późno. Za nim oni wprowadzą bezwarunkowy dochód, cały segment transportu spali już wszystkie fabryki robotów.

    No, ale powiedzmy, że się uda. Zastanawiam się wtedy nad tym jak taki bezwarunkowy dochód powinien wyglądać. No bo chyba powinien być równy dla wszystkich, prawda? To rodzi podstawowy problem – jak powiesz ludziom, którzy żyją ponad stan, że nagle mają zostać przyrównani do reszty? Wyobrażam sobie, że dużej grupie ->wpływowych<- ludzi się to bardzo nie spodoba.

    Wróćmy jednak do kwestii świata, w którym nie ma pracy. Rzeczywiście są ludzie, dla których taka rzeczywistość to marzenie. Ale z drugiej strony znam wiele osób, które mówi, że „w sumie to fajnie, że mają pracę, bo jak za długo siedzą w domu, to zaczynają się przeraźliwie nudzić”. Dla mnie to niezrozumiałe, ale myślę, że wielu ludziom praca wypełnia czas. I ja wiem, że człowiek kreatywny zawsze znajdzie zajęcie, że przecież można gdzieś wyjechać (pytanie czy bezwarunkowy dochód na to pozwoli), że spędzić czas z rodziną itp. Ale nie każdy tak potrafi. Spotkałem się z opinią, że młodzież dlatego dopuszcza się wandalizmów, że nie mają innego zajęcia. To oczywiście jest OGROMNE uproszczenie, ale jest w tym też trochę prawdy. Ludzie potrzebują zajęcia, a nie każdy potrafi sobie je zapewnić.

    Efekty tego mogą być różne – dla niektórych to będzie najcudowniejszy czas do życia na tej planecie, bo albo będą mogli w całości oddać się swojej pasji, albo po prostu całymi dniami nic nie robić i oglądać w robotelewizji roboświat według robokiepskich. Inni z nudów będą robili różne głupoty, jeszcze inni popadną w marazm. Tak jak piszesz na końcu ludzkość się rozleniwi. Aż pojawi się ktoś charyzmatyczny kto powie, że można inaczej, że kiedyś, dawno temu istniało coś tak pięknego jak „praca”. I albo go ludzie posłuchają i będziemy mieć Pianole (jeśli maszyny będą bezbronne) lub Matrix (jeśli maszyny będą mogły się bronić), albo oleją i będziemy mieć Idiokrację (głupi film, ale sam pomysł jest piękny).

    Oczywiście to tylko moje gdybanie, fajnie, że można jest skonfrontować z innymi opiniami :) Zwłaszcza, że ten temat jest mi teraz szczególnie bliski.

    Jeszcze raz dzięki za odświeżenie tematu :)

    • Hej!

      Strasznie późno odpowiadam, ale wreszcie mogę sklecić odpowiedź :)

      Jeśli chodzi o “Pianole”, to – jak się domyśliłeś – nie należy ona do książek Vonneguta, z którymi miałem okazję się zapoznać (choć już jest wpisana na listę :)). Usotsunkowałem się wyłącznie w oparciu o to, co napisałeś. Poglądy, oczywiście, podtrzymuję, tylko w takim razie rozpatrujmy je jednak nieco bardziej w oderwaniu od książki ;)

      Zgadzam się odnośnie “wiosny ludów” i właściwego momentu na przemiany gospodarcze w tym zakresie. Choć osobiście uważam, że dochód bezwarunkowy już zaczyna się do pewnego stopnia pojawiać. Przywołam jeszcze raz wspomnianego przeze mnie w notce mężyczyznę, dyskutującego opłacalność swojej pracy. Jeżeli część społeczeństwa – na szczęście znikoma – potrafi już dojść do wniosku, że bardziej opłacalne jest niepracowanie i otrzmywanie pieniędzy z systemu, zamiast dokładanie się do niego, to postawiliśmy na tej drodze pierwszy krok. Oczywiście mam świadomość, że tąpnięcie np. w sektorze transportu, doprowadzi do równoczesnego pojawienia się na rynku zbyt dużego zapotrzebowania na pomoc socjalną ze strony państwa, żeby model mógł być utrzymany w obecnej postaci. Na pewno jest to temat, któremu należy poświęcić czas. Całkowicie mamy tutaj zbieżne poglądy. Za pocieszający uważam fakt, że np. wczoraj Toread mówił w Tok FM o wielu problemach, o których tutaj dyskutujemy. Jasne, nie było czasu na rozwodzenie się, ale dobrze wiedzieć, że powoli i u nas w mediach przewijać się zaczyna ta tematyka.

      Kontynuując temat “jak powinien wyglądać” i nierówności. Z całą pewnością będzie wielu niezadowlonych, zgadzam się z Tobą. Zgadzam się – co wyżej napisałem – że taka wizja jest spełnieniem snów socjalistów. Czy byłoby to rozwiązanie sprawiedliwe? Nie. Ale już Max Weber pisał o tym, że ludzie mając do wyboru równość i sprawiedliwość będą – jako społeczeństwo, nie jednostki – przedkładać równość. Wolimy, żeby ktoś inny miał gorzej, byle miał tak samo jak my. Również demokracja tutaj pozwala na tworzenie mechanizmów kontroli. Jeżeli większość wybierze władzę, która będzie chciała zabierać tym, którzy mają lepiej i dawać reszcie – tak będzie się działo zgodnie z obowiązującym prawem. Oczywiście, kapitał będzie starał się wówczas uciec za granicę, ale chcę wskazać, że jest możliwość tworzenia narzędzi regulacji na poziomie państwowym. Usankcjonowania działań, które zdecydują o losie osób “wpływowych”. Na pewno by się wówczas bardzo broniły, zgadzam się. Ale ruchy takie, jak “Ocuppy Wall Street” pokazują potencjał tkwiący w ruchach, które w dobie internetu mogą się samorzutnie oddolnie formować. I wywierać presję. OWS z czasem się rozmył, ale wszystko zależy od determinacji uczestników. Zapewne bogacze chcieliby wówczas stworzyć enklawę na prywatnym archipelagu. Pytanie tylko czy przetrwaliby bez tych ogromnych mas społecznych, z którymi poprzez swój biznes są związani.

      Co do zajęcia i wypełnienia czasu – faktycznie, też uważam, że z nudy dzieje się wiele złego. Ale mamy telewizję, mamy komputery, mamy używki (soma z “Nowego Wspaniałego Świata” byłaby przecież doskonałym “rozwiązaniem”). Będziemy mieć VR. Myślę, że wielu osobom to wystarczy: wspomniania przez Ciebie robotelewizja. Niemniej również osoby kreatywne się powinny odnaleźć. Kreować przecież nie trzeba dla uzyskania korzyści. Tworzysz z potrzeby tworzenia. Ile jest dóbr w internecie całkowicie za darmo, stworzonych tylko dlatego, że ktoś chce? Blogi, muzyka, filmy, fanfici, open source. Nikt przecież nikomu nie zabroni dawać coś od siebie społeczności. Dla kreatywnych taki system, to wręcz sytuacja wymarzona: nie muszą poświęcać czasu na codzienną pracę. Jeżei mają pasję, mogą oddać się jej całkowicie. Inna rzecz, że – jak napisałem wyżej – ja się obawiam stagnacji. Niemniej nie widzę przeciwwskazań dla rozwoju kreatywności.

      “Idiokracji” nie widziałem, ale dorzucam do listy rzeczy do zobaczenia :)

      EDIT: dorzuciłem linka do strony audycji “Transformacja” Pawła Sito, w której gościł Toread.

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s