“Clementine to zapamięta”: strategie kształtowania zaangażowania emocjonalnego w grach „The Walking Dead” i „The Wolf Among Us”

Jakiś czas temu pisałem o “The Wolf Among Us”. W poniższej notce autorka zajmująco opowiada nie tylko o samej grze, ale również o mechanizmach psychologicznych, które graniu w nią towarzyszą. Warto!

Altergranie

Poniższy tekst jest lekko rozbudowaną i podrasowaną formą zapisu prelekcji, którą wygłosiłam podczas konferencji “Grasz?” w ramach festiwalu Ars Independent 2014. Spoilery? Są, ale raczej niewielkie,

Para obserwujących oczu. Na plakacie albo na zdjęciu. Czasem tylko tyle trzeba, by ludzie “przypomnieli sobie”, jak należy postępować.

Liczneeksperymentynaukowe udowodniły, że umieszczenie takiego obrazu w miejscu publicznym wystarczy, by zmniejszył się odsetek osób, które śmiecą, zaczepiają, kradną i dopuszczają się innych społecznie nieakceptowalnych zachowań. Taka zewnętrzna regulacja moralności, choć może budzić kontrowersje, jest możliwa dzięki neurologicznej architekturze naszego mózgu, który w procesie ewolucji dostosował się do wrogiego środowiska. Automatyczne i szybkie wykrycie cudzego wzroku pomagało naszym przodkom zorientować się, że obserwuje ich ludzki czy zwierzęcy przeciwnik, po czym odpowiednio zadziałać. Na dalszym etapie ewolucji umiejętność oceny wyrazu twarzy patrzącego na nas człowieka – w czym znaczną rolę odgrywają przecież oczy – była gwarantem powodzenia w społecznych interakcjach.

Plakat wykorzystany w eksperymencie opisanym w artykule ‘Cycle Thieves…

View original post 2,025 more words

Strange Years: Autumn Part One

Niedawno ukazała się pierwsza część serii komiksowej “Strange Years” zatytułowana “Jesień”. A właściwie to pierwsza część pierwszej części, ponieważ album nie stanowi pełnej opowieści o tej porze roku. Do “Zimy” jeszcze trochę. Pomysłodawcami i twórcami są Michał Śledziński i Artur Kurasiński. Może najpierw o nich dwa słowa.

Michał – tudzież Śledziu – to facet, na którego komiksach się wychowałem (choć wiele lat różnicy między nami nie ma). Komiksy w ŚGK, Fido i Mel, przejście Lorda Wiadro na ciemną stronę – żyje to w mojej pamięci do dzisiaj. Potem Produkt (który sprawił też, że poznałem m.in.: QotSA, Naked City i Fantomasa), Deluxe… No, podsumowując: darzę go szacunkiem ogromnym. Znana postać polskiego komiksu.

Art Kurasiński… Powiem szczerze, że do stosunkowo niedawna (choć pewniew epoce internetu rok czy dwa lata można przyjąć za epokę…) była mi to postać nieznana. Jednak przez ten czas trochę się dzięki niemu dowiedziałem nt. start-upów, techu i innych rzeczy. Trochę, ponieważ nie we wszystko mam możliwość zagłębić się na tyle, na ile bym chciał. W jednym zdaniu: duża wiedza i mocna pozycja (niczym Śledzia, choć w innym obszarze).

Zatem wreszcie o komiksie. Ciekaw byłem czy spodoba mi się efekt współpracy tych dwóch Panów. Spoiler: owszem. Ale po kolei.

Być może historia ta do mnie najbardziej trafiła ze względu na swój początek. Dzięki niemu nie jest dla mnie tylko kolejnym post apo. To do pewnego stopnia podróż do świata lęków sprzed kilkunastu lat. Ciężko mi powiedzieć. Jak zatem zaczyna się “Jesień”? Atakiem na WTC, 9/11. Zdaję sobie sprawę, że masakry ludności miały i mają miejsce cały czas. Nie twierdzę, że te śmierci z 2011 roku mają większe znaczenie. Ale ten moment, ten dzień był jednym z tych krytycznych, które mnie ukształtowały. Dwa i pół tygodnia przed 18. urodzinami poczułem się brutalnie wyrwany ze znanego mi świata. Pamiętam jak wróciłem ze szkoły włączyłem telewizor i patrzyłem w milczeniu przez kolejne godziny. Tym właśnie wita nas “Strange Years”: amerykańską rodziną w dniu Armageddonu. Inaczej niż u nas, w świecie komiksu 9/11 stanowiło preludium do dalszego koszmaru atomowego. I właśnie w takiej przyszłości żyją bohaterowie, Elvis i Reuben.

Pomysł Arta na punkt wyjściowy całości jest ciekawy. Historie alternatywne mają swój nieodparty urok, któremu zawsze się poddaję. Ale to dialogi Śledzia i jego charakterystyczna kreska dają opowieści i bohaterom życie. A są to postacie z krwi i kości. Nie mamy do czynienia – przynajmniej na razie – z post apokalipsą duszną, przytłaczającą, w palecie szaro-niebieskiego zimna. Wprost przeciwnie. Jest kolorowo (choć akcja na pustyni ogranicza możliwości w tym zakresie), z humorem. Bohaterowie przetrwali koniec dawnego świata i próbują cieszyć się życiem w nowym. Pojawiają się kanibale i mutanci (?), czyli coś, czego nie może zabraknąć w rasowej opowieści o Ziemi po nuklearnej zagładzie. No i w komiksie pojawia się… Sami zobaczcie. To był chyba dla mnie najbardziej zaskakujący kadr.

Nie chcę pisać wiele więcej. “Jesień” część pierwsza ma niecałe 50 stron, a o spoilery łatwo. Warto sprawdzić samemu. Tym bardziej, że komiks (wersję polską i angielską) i OST można ściągnąć za darmo ze strony oficjalnej. Planowana jest akcja crowdfundingowa na wydanie drukowane. Jeśli historia Was zainteresuje, a lubicie papier, to warto śledzić profil na Facebooku, gdzie na pewno będą wieści w tym temacie.

Czy stracimy tylko pracę, czy może coś więcej

Jakiś czas temu Toread zamieścił na swoim blogu bardzo interesującą notkę. Nie jest to zresztą nowość, co można łatwo sprawdzić, poprzez lekturę. W każdym razie notka, oraz komentarze pod nią, dały mi do myślenia. Sporo czasu to trwało, ale postanowiłem się wreszcie podzielić efektami tych dni, czy też tygodni, w których temat do mnie powracał.

Tutaj uwaga: dalsze czytanie nie ma sensu, bez zapoznania się z tym, co napisał Toread.

Zgadzam się – nie widzę żadnego sensownego rozwiązania poza koncepcją bezwarunkowego dochodu podstawowego. Nie potrafię sobie wyobrazić innego modelu, w którym powszechny jest brak pracy. Nie ze względu na inne uwarunkowania, ale właśnie przez wyeliminowanie z większości (o ile nie wszystkich) procesów produkcyjnych (również dóbr, nazwijmy je, niematerialnych, kulturowych) człowieka. Ogniwa najbardziej zawodnego. Choroby, brak motywacji, problemy osobiste, powodów, dla których może spaść nasza wartość w kontekście ekonomicznym. Wierzę, że to bardzo prawdopodobny scenariusz.

Powiem szczerze, że właśnie całkowicie nie przemawia do mnie wizja Vonneguta, którą przywołuje Sly w komentarzu. Jestem większym pesymistą. Mam wrażenie, że ludzie nie chcą być sprawczy. Ile osób interesuje się polityką i gospodarką? Nie skandalami, ale głębiej, jako dziedzinami, które w ogromnym stopniu wpływają na nasze życie i naszą przyszłość? Ile osób coraz częściej rezygnuje z udziału w wyborach? Nawet nie idą oddać głos nieważny, w ramach protestu, ale nie idą wcale. Czy to nie jest wycofanie się ze swojej funkcji jako władzy, jako tego, kto mówi “sprawdzam”? Oczywiście, piszę wyłącznie o sytuacji w Polsce, ponieważ tę znam. Ale to nie jest przecież jakiś odosobniony trend, niespotykany nigdzie indziej na świecie. Ludzie chcą wygodnego życia.

Wizja bezwarunkowego dochodu podstawowego to – w mojej ocenie – spełnienie snów socjalistów. Maszyny pracują, ludzie korzystają z plonów. Nie sądzę też by brak pracy miał być w takiej sytuacji czymś przerażającym, by miało tego komuś bardzo brakować. Dla wielu osób nie będzie. Sam takie miałem okazję poznać, widziałem też w telewizji. Do tej pory pamiętam pewnego mężczyznę, który w telewizji oznajmił bez żenady, że jest bezrobotny, bo za mniej niż 3000 PLN na rękę miesięcznie do pracy nie pójdzie. Tyle ma jak sobie podliczył różne ulgi, zasiłki, zapomogi. Także po co ma pracować? Tylko na jego ulgi, zasiłki i zapomogi, pracować musi ktoś inny. Ale czy takim osobom będzie przeszkadzać czy robię to ja, czy maszyna?

Z panią ekspedientką miło jest porozmawiać, to prawda. Ale nie zmienia to faktu, że udział zakupów przez internet rośnie. Tam nawet nie rozmawiamy z mechaniczną kukłą o wyglądzie człowieka. Nie potrzebujemy jej. Zakupy przez internet – z dowozem – są szybkie, wygodne, łatwe.

Dlatego nie sądzę, żeby była wiosna ludów. Będzie samozadowolenie. Może skrócimy najpierw dzień pracy? Może wydłużymy weekend o jeden dzień? Nie będzie rewolucji z naszej strony, bo i zmiany nie nastąpią w jednej chwili, z głośnym hukiem. Niektóre branże będą się zmieniać szybciej, inne wolniej. Będą sektory, w które będzie można uciec. A potem okaże się może, że właściwie nie ma po co uciekać, bo nie pracujesz, a dostajesz sensowne pieniądze. Za to, że spędzasz czas z rodziną.

Mnie w tym wszystkim przerażają dwie rzeczy. Pierwsza dotyczy drogi do tego modelu ekonomiczno-społecznego. Mianowicie osoby u władzy mają takie wizje za czystą fantastykę, która się nigdy nie ziści. A teraz jest ten moment, w którym należy myśleć, działać, szukać rozwiązań. Inaczej faktycznie przyjdzie rewolucja, ale przez to, że nie zapewnimy przywoływanego bezwarunkowego dochodu podstawowego. Tymczasem mam poczucie, że nas, którzy tutaj o tym dyskutujemy, uważa się za równie wiarygodnych partnerów do rozmowy czy choćby wysłuchania, jak goście paradujący w czapeczkach z folii aluminiowej.

Druga sprawa to to, co nastąpi po osiągnięciu tego świata. Niech faktycznie zapanuje dobrobyt, a maszyny pracują na nasze szczęście. Czy kogoś będzie wtedy interesował rozwój? Obawiam się, że byłby to świat stagnacji. Po co się rozwijać, skoro jest nam wystarczająco dobrze. Ludzkość popadłaby w marazm. Zmiany generują braki, lęki. Lęk przed śmiercią i zapomnieniem sprawia, że chcemy tworzyć, coś po sobie zostawić. Braki dóbr w systemie społecznym generują pomysły rozwiązania problemów. Czy będą pojawiać się wizjonerzy? Oczywiście. Zawsze muszą. Społeczności nigdy nie są całkowicie jednolite, homogeniczne. Pytanie znacznie ważniejsze w moim odczuciu, to: czy zdołają kogoś za sobą porwać?

Tylko jaka inna droga nam pozostaje? Jaki mamy wybór w tym momencie, dzisiaj? Popadnięcie w stagnację już teraz? Jihad Butleriańska? Nie wiem.

Dzięki za posta, Toread, i za Twoją odpowiedź, Sly. Dały mi sporo do myślenia, jak zaznaczyłem na początku. I chyba wrócę do “Cruxa”, którego odłożyłem jakiś czas temu…

EDIT: poprawiłem literówkę, która weszła mi w oczy i wstyd mi za nią było niemiłosiernie plus w jednym miejscu wprowadziłem poprawne słowo (kulturowe zamiast kulturalne, bo to o to chodziło…).