“Burial at Sea”: sea of memories

Click here for the English version

“Burial at Sea”. Nareszcie notka, do której zabierałem się bardzo długo. Na dzień dobry tradycyjne już ostrzeżenie: dalej w tekście są spoilery wielkości mamutów. A teraz do rzeczy.

O tym, że podoba mi się “Bioshock Infinite” (oraz poprzednie części) już pisałem. Skąd zatem powrót do tej gry? Chodzi o dwuepizodowy dodatek, czyli “Burial at Sea”. Znakomity dodatek. Zanim zacznę pisać o swoich wrażeniach tylko kilka słów wstępu. Nie jestem beznadziejnie zakochany we wszystkim, co związane z tą grą. “Clash in the Clouds” uważam za bezczelny skok na kasę i gdybym go nie miał w ramach season pass, to bym się nie zdecydował. A gdybym wziął w ciemno, na pewno bym klął. Czemu o tym mówię?

Powód jest prosty: “Burial at Sea” będę do końca notki wychwalał pod niebiosa, całkowicie bezkrytycznie. Moim zdaniem te dwa epizody nie kwalifikują się już nawet jako dodatek do “Bioshock Infinite”. To dodatek do całej trylogii “Bioshock”. Epilog, post scriptum. Klamra spinająca całość. Dlaczego?

W “Bioshock Infinite” zdecydowanie “Bioshocka” bardzo wiele nie było. Były vigory, była podobna rozgrywka, ale w sensie fabularnym – nie za dużo. Oczywiście, mieliśmy dzienniki Finka i bliźniaków, był Songbird, a wreszcie na koniec dowiedzieliśmy się dlaczego “Infinite”. Usłyszeliśmy, że zawsze jest latarnia, mężczyzna i miasto. Jednak grze towarzyszło uczucie, że niezbyt mocno nawiązuje do pierwszej części swojego tytułu. Zakończenie było znakomite, ale zdecydowanie nie umieszczało całej historii mocniej w kontekście dwóch części poprzedzających. Dokonuje tego “Burial at Sea”.

Sprawa pierwsza i najprostsza: miejsce. Ponownie jesteśmy w Rapture. I przez pewien czas jest to całkiem przyjemna wizyta. Ulice są jeszcze stosunkowo spokojne, możemy przechadzać się pośród mieszkańców, którzy nie przeczuwają nadciągającej zagłady. Pierwszy odcinek przynosi nam raz jeszcze Bookera deWitt jako bohatera. Ponownie towarzyszy nam Elizabeth, ale tym razem jest naszą mocodawczynią. To ona zatrudnia nas, żebyśmy brodzili poprzez brud i przemoc tego podwodnego świata. To ona jest femme fatale w naszym kryminale, w tej opowieści o poszukiwaniach zaginionej dziewczynki. Intrygująca to podróż. Szybko staje się nieprzyjemna, ale dla fanów Rapture jest jak powrót do domu. Ponownie spotkamy Sandera Cohena. Raz jeszcze usłyszymy Andrew Ryana. Widzimy ten świat, nim przybył Jack. Nim rozpętało się Piekło.

Jednak największa przyjemność z grania towarzyszyła mi w drugim odcinku. Historia zaczyna się dokładnie od momentu, w którym się urwała, jednak kierujemy w nim poczynaniami Elizabeth. Wpływa to istotnie na sposób, w jaki wygląda rozgrywka. Dostajemy więcej skradania się, a mniej brutalnych zwarć. Z utraconymi zdolnościami, które do tej pory jednoznacznie się nam z Elizabeth kojarzyły, gracz – i bohaterka – są równie zagubieni, jak dawniej biedny Booker. Pojawiają się kolejne znaki zapytania, a odpowiedzi niewiele. A my, poszukując wyjaśnień, jeszcze mocniej zanurzamy się w… “Bioshock”, spotykając kolejnych starych znajomych: dr Yi Suchong (którego będziemy mieli okazję zobaczyć w trakcie nagrywania przez naukowca jednego z najsłynniejszych dzienników audio) i Atlasa. Wszystko po to, by poznać zakończenie, które zamyka cały cykl. Zakończenie (i dodatek) wart poświęconego mu czasu.

A teraz czy będziesz tak miły, by przekonać się sam, Czytelniku?

 

“Burial at Sea”. Finally the note, that I’ve been trying to write down for so long. First things first: let me warn you that there are mammoth-sized spoilers from now on. Having said that, let’s get started.

I already wrote that I like “Bioshock Infinite” (and previous installments). Then why do I come back to this game? Well, it’s all because of two episode DLC “Burial at Sea”. A truly amazing DLC. One more thing before I share my impressions. I’m not hopelessly in love with everything related to the game. “Clash in the Clouds” in nothing but an attempt to suck out more money from gamers’ pockets. If I didn’t have it in my season pass, I wouldn’t buy it. And if I bought it, still hyped by “BI”, well… I’d get mad. Why do I mention it?

It’s simple: I’m going to praise “Burial at Sea” until the very last word of this post. In my opinion these two episodes don’t even qualify as a “Bioshock Infinite” DLC. They are more of an expansion to the entire trilogy. Epilogue, post scriptum. Marking the entire story with a brace.

“Bioshock Infinite” surely didn’t have a lot of “Bioshock” in it. Yes, there were vigors, similar gameplay, but when it comes to plot – not that much. Of course, we had Fink’s diaries, the twins, Songbird and in the end we learned about the “Inifinite” part. We heard that “there’s always a lighthouse, a man and a city”. However the game lacked feeling of stronger ties to first part of it’s title. The ending was wonderful, but definitely didn’t set the entire plot strongly in the context of previous two parts. And that’s where “Burial at Sea” steps in and creates the missing link.

First and most obvious thing is the place. Once again we’re in Rapture. And for some time it’s sort of a pleasant visit. Streets are relatively peaceful, we get to walk among inhabitants, who don’t expect that there is a shadow already growing over their beloved home. The first episode of “Burial at Sea” makes us play Booker deWitt one more time. Again we have Elizabeth by our side, but this time she’s our employer. She hires us to wade through the dirt and violence of this underwater world. She is THE femme fatale in our crime story, story of a search for lost girl. It’s an interesting tale. Gets nasty pretty fast, but still feels like home, if you’re a fan of Rapture. We meet Sander Cohen again. Hear Andrew Ryan. We see how this world looked like, before Jack came down. Before all Hell broke loose.

However the most pleasant moment comes with episode two. The story pick right where episode one has ended, but this time we get to play as Elizabeth. That has it’s impact on the way you have to play. Gameplay turns more into stalking, than smashing heads in brutal encounters. And with abilities gone, those very abilities that until now we unambiguously connected with Elizabeth, we – and our protagonist as well – get just as lost, as poor Booker before. New question marks appear, but the answers aren’t coming. And as we look for explanations, we dive deeper into… “Bioshock”. Meeting old acquaintances: dr Yi Suchong (who we will get to see recording one of his most famous audio diaries) and Atlas. All of it to get to know the ending of entire saga. Final (and expansion) that is worth your time.

Now would you kindly go and check for yourself, dear Reader?

Advertisements

Movie Guide Dog

Click here for the English version

mgd

Widzieliście film “Tylko kochankowie przeżyją”? Albo “Grand Budapest Hotel”? Może “Locke”? Albo coś starszego: “Siedem”? “Incepcję”? “Żywot Briana”? Podobał się Wam “Forrest Gump”? “Szeregowiec Ryan”, “Zapach kobiety”, “Księżyc”, “Wszyscy mają się dobrze”, “Last Vegas”, “Uśpieni”, “Diabeł ubiera się u Prady”… Mógłbym tak długo wymieniać z jednego prostego powodu: ta lista nie ma końca. W chwili pisania tej notki na stronie IMDb jest 2,862,851 tytułów. Filmy dokumentalne. Fabularne. Niskobudżetowe, niezależne, megaprodukcje. Seriale. Ocean obrazów. Historie prawdziwe i opowieści fantastyczne. To wszystko jest dla nas na wyciągnięcie ręki. I z chęcią korzystamy. Dlatego – pomimo popularności serwisów pokroju Kinomaniaka – multipleksy (choć już nie kina studyjne, niestety, ale to temat na osobną notkę) mocno się trzymają. Przemawiają za tym Netflix, HBO. Yahoo, Microsoft i Amazon też przecież nie wchodzą do gry o widza bezpodstawnie. A to wszystko dostępne dla każdego. Tylko czy na pewno?

W Polsce żyje 145 000 osób niewidomych oraz 700 000 niedowidzących. W sumie to już całkiem blisko miliona. Te osoby nie mogą cieszyć się oglądaniem filmów. Ale można to zmienić. Może być w to ciężko uwierzyć, ale właśnie tak jest. Potrzeba tylko odpowiednich narzędzi. Jak zawsze. Niestety, w polskich kinach na próżno można by szukać podobnych udogodnień. Ale takim narzędziem może być aplikacja na smartfony Movie Guide Dog. Dowiedziałem się o niej od znajomego, trafiłem na stronę projektu na wspieram.to i… Wsparłem. Przyznaję, że wspieram.to mnie nie przekonuje (bez wdawania się w szczegóły), jednak jako zwolennik crowdfundingu spróbowałem (z powodzeniem) rozdzielić projekt i platformę, na której się pojawił. W efekcie założyłem konto specjalnie dla Movie Guide Dog, do czego zachęcam i Was. Pięć minut. Tyle czasu potrzeba. Niewiele. Podobnie jak wsparcie finansowe nie musi być ogromne. Sprawa nie jest tania, więc im więcej, tym lepiej. Jednak każda złotówka ma tutaj znaczenie. Nawet najniższa wpłata jest lepsza niż żadna.

Jak wiele nauczyłeś się z filmów dokumentalnych? Ile dowiedziałeś się o świecie oraz o sobie samym? Z iloma się nie zgadzałeś? Ile zmusiło Cię do myślenia i do zmiany stanowiska? Jak wiele wzruszeń przeżyłeś oglądając dramat? Ile razy przymykałeś oczy, gdy horror stawał się nie do zniesienia? Ile niesamowitych wizji science fiction zaparło Ci dech w piersiach?

Pozwólmy innym cieszyć się tym samym szczęściem. Nie, nie “pozwólmy”. Pomóżmy innym cieszyć się tym samym szczęściem. Niektórzy mogą nie dowierzać, że możliwe jest odczuwanie takich emocji, gdy nie można czegoś obejrzeć. Cóż, wystarczy chyba przypomnieć sobie panikę w Stanach Zjednoczonych, która wybuchła po audycji “Wojna światów” Orsona Wellesa. Albo posłuchać muzyki. Przecież to wyobraźnia jest w tym wszystkim najważniejsza. Użyjmy jej więc i dołóżmy się do tego projektu.

 

mgd Have you seen the movie “Only lovers left alive”? Or “The Grand Budapest Hotel”? Maybe “Locke”? Or something a little more seasoned: “Se7en”? “Inception”? “Life of Brian”? Did you enjoy “Forrest Gump”? “Saving Private Ryan”, “Scent of a Woman”, “Moon”, “Everybody’s Fine”, “Last Vegas”, “Sleepers”, “The Devil Wears Prada”… I could go on for a long time, for one simple reason: this is never ending list. Right now, when I’m writing this post, there is 2,862,851 titles on IMDb. Documentaries. Movies. Low-budget, indie, megaproductions. TV series. Ocean of pictures. True stories and tales of fantasies. They’re all within our reach. And we like to enjoy this fact. That’s why – despite the increasing popularity of pirate streaming sites – multiplexes are staying strong. Netflix, HBO – they back my opinion. Yahoo, Microsoft and Amazon have a reason to jump into the fight for viewers. And all of this available for everyone. Or maybe not?

In Poland there’s 145 000 visually impaired and 700 000 partially sighted people. Altogether that’s almost a million. These people can’t enjoy watching films. But it can change. It might be hard to believe, but that’s the way it is. They only need right tools. As always. Unfortunately, in Polish cinemas you could be looking for such facilities for a long time. However there could “be an app for that”. Movie Guide Dog App, for smartphones. I’ve heard of it from a friend of mine. I went to project website on wspieram.to (no worries, there’s English version as well) and… I supported it. I admit that I’m not a big fan of wspieram.to itself (without going further into details), but as a crowdfunding supporter I tried to put apart the project itself and the funding platform. In the end I created account just for Movie Guide Dog, what I strongly encourage you to do as well. Five minutes, that’s all it takes. Not that much, right? Just like your financial support doesn’t have to be high. The app ain’t cheap, so the more, the better. However every help counts. Even the lowest tier is better than none.

How much have you learned from documentaries? How much have you found out about yourself and the world around you? How often you disagreed? How many times you were forced to rethink your position? How many times have you been touched by drama? You closed your eyes, when horror was impossible to bear? How many amazing sci-fi visions took your breath away?

Let’s help others enjoy the same happiness. Some people might not believe that it is possible to feel such deep emotions, if you can’t watch the movie. Well, just remember the panic that spread through US after Orson Welles’ “War of the Worlds”. Or listen to the music. Imagination is the most important thing here, after all. So let’s use it and give a few PLNs.