Iron & Wine "Ghost on Ghost"

Click here for the English version

Na nowy album Iron & Wine czekałem od dnia, gdy usłyszałem “Lovers’ Revolution”. Nie, właściwie to oszukuję. Zatem jeszcze raz: na nowy album Iron & Wine czekałem praktycznie od dnia, gdy wreszcie ukazała się “Kiss Each Other Clean”. Brzmienie przez lata mogło się zmienić, ale jedna rzecz pozostaje niezmienna: jestem beznadziejnie zakochany w utworach, które płyną z głośników, gdy włączam dowolny album Samuela Beam. Dzisiaj, po dwóch latach, wreszcie dostajemy nowy materiał, zgromadzony na “Ghost on Ghost”. A dzięki NPR możemy go usłyszeć jeszcze przed premierą.

Ciężko uwierzyć, ale jest to dopiero piąta płyta pochodzącego z Południowej Karoliny artysty. Chyba jeszcze trudniej jest przejść bez zastanowienia nad ewolucją muzyczną, jaką przeszła jego twórczość. Lata temu, gdy ukazała się “The Creek Drank the Cradle”, Iron & Wine nie było nawet zespołem. Był tylko samotny twórca, oczarowujący słuchacza, zapraszający do swojego świata: piękny folk z przejmującym tekstem (“Upward Over the Mountain”!). Obecnie Iron & Wine to już znacznie więcej. Przypuszczam, że dla osoby, która dopiero teraz poznaje zespół, pierwsze nagrania będą bardzo zaskakujące. Na czym zatem polega ta zmiana?

Nadal duszą całego przedsięwzięcia jest Samuel Beam, nie mogłoby być inaczej. Jednak przez minionych jedenaście lat do jego muzyki zaczęły się wkradać elementy innych gatunków muzycznych, jak popu czy jazzu. A wraz z nimi zaczął się zwiększać stan osobowy kapeli. I to nie o standardowe gitary z perkusją na dokładkę. Iron & Wine w 2013 roku, to już ponad 10 wykonawców, którzy są na tym albumie nie mniej ważni niż mężczyzna, który to wszystko zapoczątkował.

Muzyka stała się bardziej przystępna, co nie odebrało jej jednak nic z uroku i z głębi. Dla każdego, kto jest zaznajomiony z dwoma poprzednimi albumami, płyta “Ghosts on Ghosts” nie będzie rewolucją. To kolejny krok, konsekwentny i przemyślany, na drodze artystycznej ewolucji. Co jednak nie oznacza, że płyta jest przewidywalna.

Od pierwszych dźwięków otwierającego album “Caught in the Briars” (oraz kolejnego utworu – “The Desert Babbler”) wiadomo, że będzie tutaj dużo słońca. Pobrzmiewające w tle chórki niosą ze sobą sporą dawkę pozytywnej energii. Do tego bardzo przyjemne melodie, które sprawiają, że z uśmiechem wspominasz swoje ulubione wakacje. Z kolei licznie występujące w “Joy” pogłosy i echa dają poczucie przestrzeni niczym na szczycie góry. Wyznanie miłości trwające raptem dwie i pół minuty, a jednak sprawiające wrażenie, że jest utworem znacznie dłuższym – zapewne za sprawą zawartego w sobie spokoju. Na płycie znalazło się jednak także miejsce na przejmujące utwory, mające w sobie wiele nostalgii, tęsknoty, jak “Winter Prayers” albo “Grass Widows”. To już nie obezwładniająca melancholia nagrań na “The Creek Drank the Cradle”, ale nadal są to bardzo emocjonalne piosenki. Podobnie jak “Lovers’ Revolution” pełen buzującej pasji. Początkowo drzemiącej pod powierzchnią, która jednak w miarę utworu coraz bardziej wyrywa się na zewnątrz, aż uwalnia się i zmienia w swobodę jazzu, aby potem ponownie wtracać tempo, do wyciszenia, którym jest zamykający płytę “Baby Center Stage”.

Podsumowując: włącz, słuchaj, ciesz się muzyką i słońcem. Ciesz się pięknymi wspomnieniami. Niewątpliwie ten album będzie dla mnie jednym z najlepszych w 2013 roku.

I’ve been waiting for the new album by Iron & Wine since I heard ‘Lovers’ Revolution’. No, that’s not exactly the way it was. One more time: I’ve been waiting for the new album by Iron & Wine since ‘Kiss Each Other Clean’ saw the daylight. The sound may have changed over the years, but one thing is constant: I’m hopelessly in love with songs I hear, when I play any of Samuel Beam’s records. Today, after two years, we finally get new material on ‘Ghost on Ghost’. And thanks to NPR we can listen to it even before it’s release.

It’s hard to believe that this is only the fifth album by South Carolina artist. It’s even harder not to give a thought (or two) when it comes to his works musical evolution. Years ago when ‘The Creek Drank the Cradle” got released, Iron & Wine wasn’t even a band. Back then it was only a lone creator, charming the listener and inviting him to his world: beautiful folk with touching lyrics (‘Upward Over the Mountain’!). Right now Iron & Wine is much more. I guess that for people who get to know them nowadays, early recordings would come as a surprise. So what changed?

Samuel Beam is still at the heart of it all, it couldn’t be any other way, of course. However for those last eleven years he started incorporating into his music elements from other genres, such as pop or jazz. And along with them came additional musicians. What’s even more interesting: those weren’t just ‘standard’ additional instruments, such as guitars and percussion. Iron & Wine AD2013 consists of more than 10 people, who are just as important, as the man who started it all.

Music is more listener-friendly, you might say, but that doesn’t mean that it has lost any of it’s charm or depth. ‘Ghost on Ghost’ is not going to be a big surprise or revolution for anyone, who’s been familiar with previous two records. It’s more of another step, consistent and well-thought, along the way of artistic evolution. What’s important? You should remember that it doesn’t mean, that the album is predictable.

From the first sounds of record’s opening track, ‘Caught in the Briars’ (as well as it’s follower’s – ‘The Desert Babbler’), it’s easy to hear that there’s going to be a lot of sunshine in here. Choirs singing in the background bring along a lot of positive energy (those ooh’s and aah’s are really great!). Add pleasant melodies and voila! You got yourself remembering your most wonderful holidays ever. Numerous echoes and reverbs from ‘Joy”, make this song feel really spatial, as if you were standing on top of the mountain. It’s a two and a half minute long declaration of love, but it seems like longer song, when you listen to it. That’s probably due to it’s mood of peace and inner calmness. However more intense tracks also made it into the album, such as full of nostalgia and yearning ‘Winter Prayers’ or ‘Grass Widows’. This isn’t overpowering melancholy of ‘The Creek Drank the Cradle’, that left you entirely helpless, but these are still very emotional songs. Just like ‘Lovers’ Revolution’, full of blazing passion. At first it’s hidden, somewhere under skin, but as the song goes, it gets more and more wild to finally get out as free jazz passages. Just to quieten again until the soft closing track, ‘Baby Center Stage’.

To summarise my feelings about this album: click (or push) ‘play’, listen, enjoy the music and sunshine. Enjoy beautiful memories. As for me I will be hoping for Iron & Wine to come and visit Poland again some time soon. And for KCRW to release recording from this year’s SXSW session, where Sam Beam played together with Glen Hansard…

Advertisements

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s