Recenzja: The xx "Coexist"

Click for the English version

“Coexist” nie jest długą płytą: 11 utworów, z których najdłuższy nie przekracza pięciu minut. W sumie dostaliśmy niespełna 40 minut nowych piosenek, które zwykle oscylują w granicach 3-3:30 minuty. Może się wydawać, że to niewiele. W końcu debiut The xx ukazał się w 2009 roku, więc trzeba było trochę poczekać. Jednak płyta nie pozostawia uczucia niedosytu: jest jeszcze lepsza niż pierwszy album.

Z jednej strony chciałoby się powiedzieć, że niewiele się zmieniło: Jamie xx nadal maluje blade i smutne krajobrazy za pomocą zimnych dźwięków. Oliver Sim i Romy Madley-Croft wciąż śpiewają razem i do siebie, budując napięcie emocjonalne i seksualne. Nadal słychać tutaj odległe echa muzyki pop oraz R&B. A jednak ze wszystkich znanych z debiutu elementów powstała nowa jakość. Zamiast próbować zmieniać to, co przyniosło im sukces, The xx postawili na album będący bardziej esencjonalną wersją pierwszej płyty. Jest cicho i delikatnie. Nawet jeśli utwór jest bardzo rytmiczny, z wyraźnymi basami, z których Jamie szczodrze korzysta, nawet wówczas nastrój pozostaje wręcz oniryczny. Zarówno Oliver, jak i Romy, potrafią w bardzo sugestywny sposób śpiewać. Dzięki temu bez względu na to, kto śpiewa w danym utworze (o ile nie robią tego razem), atmosfera zawsze pozostaje gęsta od emocji. Interesujący jest również stosowany przez Jamiego zabieg używania… ciszy. Wystarczy posłuchać choćby “Sunset”: pojawiające się nagle pauzy, sprawiają, że gdy wraca muzyka – poświęca się jej znacznie więcej uwagi.

Tekstowo wciąż obracamy się w świecie relacji damsko-męskich. W świecie pomyłek, rozstań i odwracanego na ulicy wzroku. Nadal słowa dotyczą tęsknoty, samotności, próby wyrwania się z niej. I wciąż doskonale komponują się z muzyką.

W przeciwieństwie do pierwszej płyty, na której już samo “Intro” potrafiło natychmiast do siebie przykuć słuchacza, “Coexist” wymaga więcej czasu. Wielokrotnego przesłuchania. Dopiero wtedy można ją docenić tak, jak na to zasługuje. Odkryć magię i piękno np. “Tides”. I zakochać się bez reszty w zastosowanym tutaj z niesamowitym wdziękiem minimalizmie.

Jeśli ktokolwiek uważał, że The xx nie zasługiwali na uwagę, jaką zostali obdarzeni, ten album utwierdzi go w przekonaniu. W innym przypadku wywołać może tylko zachwyt.

Dla fanów cyferek: 9/10

‘Coexist’ is not a long album: 11 tracks with the longest one not even lasting more than five minutes. We got almost 40 minutes of new songs, that are usually around 3-3:30 minutes long. It could make you think that it’s not much. After all, The xx’s debut album was released back in 2009, so they kept fans waiting for some time. But the album doesn’t leave you with a feeling of dissatisfaction: it’s even better than the first one.

On one hand, you’d like to say that not much changed: Jamie xx still paints bleak & sad landscapes with cold sounds. Oliver Sim and Romy Madley-Croft still sing together and to each other, builiding the emotional and sexual tension. There are still distant echoes of pop and R&B. And yet, from all the pieces we know from the debut, a new quality is born. The band didn’t try to change, what brought them to the top. Instead The xx decided to go with an album, that sounds like the essence of their first release. It’s quiet and delicate. Even when the song is very rhythmical, with clear & pointed out bass, that Jamie so generously uses, even then the mood stays dreamy. Both Oliver and Romy sing in a very suggestive way. That’s the reason for listener to be sure that no matter who will be on microphone (in those cases when they aren’t singing together, of course), the atmopshere still will be thick with emotion. Also, I find it interesting , how Jamie uses… silence. Listen to ‘Sunset’: sudden breaks, make you more focused when the music plays again.

Lyrically we’re still in a world of male-female relationships. In a world of mistakes, break-ups and turning your head away on the street. The words still speak of yearning, loneliness and attempts to get out of it. And they still go incredibly well with music.

Unlike the first album, where even the ‘Intro’ itself could hook you entirely, ‘Coexist’ needs more time. You have to hear this record through multiple times. Otherwise you won’t appreciate it, as it deserves. You won’t discover the magic and beauty of e.g. ‘Tides’. And you won’t fall for minimalism, that’s used here with so gracefully.

If anyone thought the attention The xx got, was undeserved, this album will make him sure about it. Otherwise, it can only make you full of admiration.

For all the fans of numbers and such: 9/10

Advertisements

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s