Oh, these little earthquakes…

Wczoraj.
Wczoraj był jeden z najpiękniejszych wieczorów mojego życia. Brakuje mi słów, które mogłyby oddać co się ze mną działo, co się ze mną nadal dzieje. Już początek był znakomity. Naturalnie, nie sądziłem, że artystka tego kalibru mogłaby mieć niezadowalający support, ale to co zaprezentował pan Foy Vance przerosło moje oczekiwania. Mógłby spokojnie przyjechać i zagrać koncert jako gwiazda wieczoru. Natychmiast po jego występie poszedłem kupić album. Dobrze wydane pieniądze, choć przyznaję – na żywo brzmi lepiej. Ale z tego chyba ciężko uczynić zarzut, raczej wręcz przeciwnie…
Wracając do tego, co działo się wczoraj. Po (zdecydowanie zbyt długiej) przerwie wyszła Ona. Ruda.
Tori.
Wyszła i nie pozostawiła żadnych wątpliwości, że wszyscy zgromadzeni należą do niej. Gdy zaczęło się “Give” łzy stanęły mi w oczach. Nie rozpłakałem się. Jeszcze nie. Ale początek sprawił, że natychmiast zmiękły mi kolana. Później… Później było tylko coraz piękniej. Wystarczy zresztą spojrzeć niżej, żeby to dostrzec bez żadnych, jak sądzę, wątpliwości.
Setlista (last.fm sponsorem):
Give
Hotel
Cornflake Girl
Icicle
Concertina
Flavor
Space Dog
Spark
Welcome To England
Girl
Bells For Her
Lizard Lounge :
Graveyard
Upside Down
Gold Dust
(band returns):
Hey Jupiter
Jamaica Inn
Talula
Precious Things
Strong Black Vine
Encore :
Raspberry Swirl
Tear In Your Hand
Bliss
Big Wheel
Przy “Icicle” bez przerwy miałem dreszcze. Jedna fala kończyła przechodzić przez moje ciało i natychmiast czułem następną. I tak cały utwór. “Concertina” dopełniła dzieła. Przy niej, po raz pierwszy tego wieczora, musiałem wycierać oczy. Po raz drugi w czasie “Gold Dust”. “Precious Things”. Wszystko we mnie buzowało. Jak zwykle przy tym utworze. Nie umiem opisać utwór po utworze co się ze mną działo. Mogę tylko stwierdzić, że czułem się wczoraj we właściwym miejscu. Na swoim miejscu. Słuchanie Tori, patrzenie na nią… Wciąż nie doszedłem do siebie. Myślę, że zajmie mi to trochę czasu. Emocje we mnie kipią, mam ściśnięty żołądek. Było warto, tak bardzo było warto. Tylko czemu teraz tak długo przyjdzie czekać na kolejny występ Tori?
Zabrakło mi dwóch piosenek: “Siren” oraz – przede wszystkim – “Purple People”. O tej drugiej wprost marzyłem, to chyba mój ulubiony utwór w repertuarze Pani Amos. Dla jasności – nie narzekam. Przypuszczalnie jak nie zostałaby ta lista ułożona i tak nie byłbym do końca zadowolony. Chyba jednak ciężko mieć do mnie pretensje, podejrzewam, że żadna osoba słuchająca Tori nie mogłaby być całkowicie usatysfakcjonowana. Za dużo utworów, które chce się usłyszeć.
W tym roku jeszcze przede mną kilka koncertów. Gogol Bordello, być może IAMX, być może Placebo, tyle innych po drodze, które warto by było zobaczyć. Ale nie mam złudzeń. Żaden nie będzie mógł się równać z wczorajszym wieczorem. Wczorajszym wieczorem, kiedy to byłem na jednym z dwóch najważniejszych dotychczas koncertów w moim życiu.
Advertisements

5 thoughts on “Oh, these little earthquakes…

  1. Byłeś na koncercie Tori?! SZCZĘŚCIARZ!!! :D Zazdroszczę.
    Żałuję, że wcześniej nie postarałam się o bilet, chciałabym zobaczyć ją na żywo. To prawda, że jest troszeczkę zakręcona na swoich koncertach? Zakręcona w takim sensie, że jakby była całkowicie w swoim własnym świecie. No i czy żartowała w przemowach pomiędzy piosenkami? Czasami jej wypowiedzi na koncertach zwalały mnie z krzesła. :D

    Widzę, że lubimy podobne piosenki. Też kocham Siren i Precious Things, choć nie powiem, wielu moich ukochanych piosenek brakuje na tej setliście. Ubóstwiam na przykład: Leather, Caught a Lite Sneeze, Cruel, Jackie's Strength, Winter, Black Swan, A Sorta Fairytale, Crazy, Taxi Ride, Parasol, Bouncing Off Clouds, Girl Disappearing, Roosterspur Bridge, God no i oczywiście moja piosenka przewodnia: Sleeps with Butterflies. Tych utworów mogłabym wymieniać bez końca.

    Wybierasz się na Placebo? Kiedy grają teraz w Polsce? Uwielbiam ich!

    I pytanie na koniec: jaki był ten drugi najważniejszy koncert w Twoim życiu? :D

    Pozdrawiam!

  2. Byłem, byłem – Ruda to jedna z moich dwóch wielkich miłości wśród wokalistek (druga to PJ Harvey i właśnie jej koncert z 21 maja zeszłego roku stanowi drugi najważniejszy występ, na jaki się wybrałem :)). W swoim świecie była absolutnie, to było widoczne, natomiast – niestety – nie było wiele komentarzy. Pod tym względem zdecydowanie bardziej mnie urzekła Polly Jean półtora roku temu :)

    Naturalnie, więcej zabrakło dobrych piosenek, ale – jak napisałem w poście wyżej – Tori ma zbyt wiele pięknych utworów, żeby dało się zmieścić wszystko. Natomiast tych dwóch właśnie mi najmocniej brakowało, przy baaardzo wyraźnym wskazaniu na “Purple People”.

    Placebo grać będą 19.11 na Torwarze (szczegóły tutaj: http://www.lastfm.pl/event/1110881+Placebo), ale nie wiem czy się wybiorę. Po “Battle for the Sun” nie zdołałem już zmusić się nawet do przesłuchania całej płyty ostatniej. I w ogóle ostatnio znacznie mniej Molko i S-ka na mnie działają. Szczególnie świeższe nagrania…

    Pozdrawiam również.

  3. Twórczości PJ Harvey niestety nie znam za dobrze, ale może to zmienię. Co polecasz na początek?

    Ha! :D Myślałam, że tylko mi się nie podobała ostatnia płytka Placebo. Wszyscy ją wychwalają, a dla mnie przesłuchanie jej od a do z było miejscami męczarnią. Po tytułowym utworze i drugim singlu (For What It's Worth) spodziewałam się czegoś dobrego. A tu kiepa. Szkoda, że odeszli stylem od Meds – podobała mi się ta płyta. Choć i tak słabsza od wcześniejszych.

    :)

  4. Ja już przy “Meds” miałem mieszane uczucia, niestety (choć sam utwór tytułowy do tej pory robi na mnie duże wrażenie). Ale ciężko wymagać nagrania czegoś na miarę “Without You I'm Nothing”. Czy chociaż “Black Market Music”.

    A co PJ na początek? Sam nie wiem. Wydaje mi się, że “Stories from the city, stories from the sea” jest najbardziej przystępna. Choć na początek dobra może być też “Is this desire?”. Na pewno nie “White chalk” – mogłaby wyrobić mylny pogląd o muzyce, jaką gra Polly. Co nie zmienia faktu, że to wspaniały album. Ciężko mi wskazać, bo wszystkie płyty bardzo lubię… Generalnie – polecam wszystko :)

  5. Mnie akurat Meds bardzo przypadło do gustu, choć co racja to racja, to już nie to samo co płyty, które wymieniłeś.

    A za Polly Jean na pewno się zabiorę wkrótce. Dzięki za sugestie :D

    Pozdrawiam :D I dodawaj posty ;);)

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s